Bycie mamą to szkoła tego, czego brakuje mi najbardziej

Nie znam drugiej tak niecierpliwej osoby jak ja. Jestem tak niecierpliwa, że irytuje mnie cierpliwość innych. Czasem mam ochotę powiedzieć coś albo zadziałać za kogoś. Tak się denerwuje, nawet gdy nie moje sprawy nie przesuwają się do przodu. Dlatego bycie mamą okazało się dla mnie ekstremalną szkołą cierpliwości. Musiałam ją w sobie obudzić zupełnie od zera.

Trudne najgorszego początki

Gdy odszedł nasz pierwszy synek już następnego dnia myślałam tylko o kolejnej ciąży. Serce mi pękało, byłam zrozpaczona, ale znając swój charakter wiedziałam, że każdy dzień bez nowej szansy, będzie dla mnie nie do zniesienia. I tak dokładnie było. Te 3 miesiące od porodu do zajścia w kolejną ciąże były straszne. Wszystkie moje myśli i całe ciało koncentrowały się wyłącznie na tym, by znów mieć nadzieję.

Ciąża dłużyła mi się i męczyła. Zaczęłam pisać bloga, ale psychiczne zmęczenie nie dawało mi rozwinąć skrzydeł. Nie będąc też pewna, że uda nam się mieć dziecko żyłam tak trochę na uboczu.

Gdy wszystko miało się zmienić

Na świat przyszedł skrzat, a moja cierpliwość mimo ciężkiej życiowej nauki nic się nie zmieniła. Nie mogłam zdobyć się na powolną naukę karmienia. Nie szło, byłam załamana. Gdy wychodziło szybko łapałam mylne przekonanie, że problemy już za mną. Rozszerzanie diety, sen i wszystko inne co u niemowlaka może być wyzwaniem u nas było. A moja cierpliwość nadal nie chciała się poprawić. Płakałam, wściekałam się i byłam zmęczona samą sobą.

Nie było tak, że przyszedł dzień w którym nagle spłynęła na mnie cudowna łaska. Do tej pory nie jest tak jakbym chciała, ale jest znacznie, ZNACZNIE lepiej.

Cierpliwości moja objaw się

Stopniowo miesiąc za miesiącem pracowałam nad swoim podejściem. Gdy skrzat nie chciał usnąć jak mantrę powtarzałam sobie, że za 10 lat trzaśnie mi drzwiami przed nosem i nie będzie potrzebował mojego tulenia. Gdy rzucał jedzeniem, a do buzi nie trafiało praktycznie nic myślałam „on nie robi mi na złość”. Kiedy nie chciał pozwolić mi wyjść samej z domu i płakał rzewnymi łzami – mówiłam do siebie “kiedyś mi z radością pomacha”.

Dziś gdy się wścieka, budzi w nocy, nie je, rozlewa picie, bije, tupie i robi wszystko co normalny dwulatek ma w repertuarze, ja jestem już dużo dalej. Dalej na drodze do osiągnięcia stanu, który potrzebny jest by być matką więcej niż jednego skrzata. A już na pewno większej gromadki skrzatów. Dziś przy drugim dziecku gdy nie przystawia się do piersi tylko szaleje wiem, że to chwilowe. Kiedy jedna noc jest całkiem przespana nie zakładam, że następna też taka będzie. Mam poczucie jednorazowych trumfów i to mi wystarcza.

Czy to już obojętność?

Zastanawiam się czasem, czy ten stan to obojętność. Sama w rozmowach z koleżankami-matkami często mówię, że już mi coś zwisa, albo używam słów znacznie bardziej niecenzuralnych. Ale w głębi serca nie czuję, że stałam się na coś obojętna. Ja po prostu zaczęłam liczyć, że to co robię w końcu kiedyś doprowadzi nas do „lepszych” efektów. A to na czym się fiksowałam, uznałam za mniej istotne niż mój spokój.

Udało mi się coś co myślałam, że jest absolutnie niemożliwe. Zrozumiałam w końcu, że z dziećmi nie wszystko jest możliwe, nawet gdyby człowiek stanął na rzęsach. A to co jeszcze ważniejsze to poczucie, że czasem po prostu na tych rzęsach stawać się naprawdę nie opłaca.

Czy Wam trudy macierzyństwa przychodzą łatwiej czy tak jak ja przechodzicie poważną szkołę życia?

Jeśli dopiero się poznajemy to koniecznie musisz zobaczyć jeszcze kilka sprytnych miejsc:

  • zacznij tutaj czytając moje najbardziej popularne wpisy
  • zaobserwuj mój instagram, gdzie zobaczysz moje mieszkanie, gotowanie i jak ogarniam skrzaty
  • polub fanpage, bo to tam zawsze daję znać o nowych wpisach
  • zapisz się na newsletter i odbierz darmowy, sprytny prezent
  • zostań spryciulą i dołącz do grupy Sprytne Panie Domu
  • a na koniec skocz na Sprytne Zakupy

Jeśli podoba Wam się ta tematyka tutaj najdziecie inne moje wpisy z gatunku sprytne macierzyństwo:

Zobacz także

Dodaj komentarz