Jak wykorzystać czas, którego nie mamy czyli co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem

co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem

Pochłonęły mnie ostatnio bez reszty książki o efektywności i organizacji. Uwielbiam ten temat i zawsze lubiłam, ale teraz stał się dla mnie jedynym ratunkiem. Chcąc zachować aktywność poza-opiekuńczą trzeba się naprawdę nieźle nagimnastykować.

I powiem Wam, że teoretycznie u mnie wszystko gra. Dom jest porządny, schludny, obiad mam, dziecko czasem trochę ufajdane, ale szczęśliwe, ja prowadzę bloga, spotykam się ze znajomymi i mam czas na sport. Jest tylko jedno ale. Coraz częściej chce mi się płakać. I nie dlatego, że jestem nieszczęśliwa, bo jestem najbardziej w życiu. Ale dlatego, że zaczynam padać ze zmęczenia. Od jakiś 8 miesięcy nie przespałam ani jednej nocy i to zaczyna się odbijać głównie na moim nastroju.

Nie narzekam, biorę się za siebie i pospinam wszystko jeszcze lepiej. Postanowiłam podejść do problemu metodycznie, a nie emocjonalnie – jak to moja płeć ma w uroczym zwyczaju.

Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem – a co robię ja?

Przede wszystkim chciałabym aby człowiek sukcesu nie kojarzył się tylko z osobą, która założyła swój biznes i depcze po piętach Zuckerbergowi. Bo jak się dobrze zastanowię, to ja jestem człowiekiem sukcesu. Mam poukładane życie, nie poddałam się jak było naprawdę źle, ciągle się uczę i rozwijam, a do tego jestem pełna ambicji i planów. Mam wrażenie, że generalnie by być człowiekiem sukcesu trzeba robić coś niezwykłego. Dziwne, bo to właśnie to zwykłe życie jest najtrudniejsze i najbardziej kopie nas w dupę.

co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem

Kiedy któregoś poranka czytałam „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem” Pan mąż od niechcenia rzucił w moją stronę: „śniadanie robią, śniadanie”. I ta właśnie słuszna uwaga doskonale tę książkę podsumowuje. Bo ludzie sukcesu robią po prostu to co jest potrzebne. Do minimum ograniczają zbędne czynności, które nie przesuwają ich spraw do przodu. Szokiem może być dla niektórych, że ludzie sukcesu przede wszystkim planują swój odpoczynek.

Bo nie sztuką jest zajechać się jak dziki wół. Sztuką jest mieć efekty i nie padać ze zmęczenia.

co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem

Sztuka odpuszczania

Taka mnie właśnie naszła refleksja po tej książce, że sztuką organizacji jest właśnie sztuka odpuszczania. I odpoczynku. Nie da się zrobić wszystkiego co nam serce podpowiada, za to pewnym jest, że odpoczywać trzeba. Człowiek wykończony nie jest produktywny i do niczego się nie nadaje. Wiem to doskonale, bo gdyby nie szybka drzemka, nie napisałabym teraz tego wpisu.

Poranek jest najważniejszy

Jestem absolutnym przeciwieństwem rannego ptaszka. Prawdę mówiąc gdyby nie pokrzykujący na mnie głodomór do tej pory za sukces uważałabym wstanie o 10:00. To się jednak zmieniło i za to jestem mojej fasolce bardzo wdzięczna. Poranek to czas rytuałów – czyli najlepszy moment w ciągu dnia do wypracowywania pozytywnych nawyków. Ten czas ma najmniejsze zmienne więc jesteśmy go w stanie najlepiej zaplanować. „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem” dało mi jedną najważniejszą dla mnie informację. Jeśli rano zrobisz coś co Twoja głowa uzna za sukces, cały dzień przeżyjesz lepiej zmotywowana do działania. To może być co tylko zechcesz: sport, zdrowe śniadanie, chwila z książką. Byleby było to coś z czego będziesz szczerze dumna.

co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem

Efektywność 1000

Nie znam recepty na wczesne wstawanie, bo ja po prostu zostałam do tego zmuszona i udało mi się to zaakceptować. Bez wątpienia jednak o poranku jestem najbardziej produktywna. Nawet jeśli jestem śpiąca, to rano potrafię mnóstwo zrobić. Czasem o 10:00 idę z synkiem na drzemkę, ale mam wtedy świadomość, że zrobiłam już mnóstwo rzeczy.

Zaczynam myśleć, że kluczem do udanego poranka jest obserwacja siebie. I dostosowania nowych aktywności do naszego naturalnego rytmu. Jeśli będziemy się do czegoś zmuszać nic z tego nie będzie. Jeśli chcesz wstawać wcześniej zacznij musisz wcześniej się kłaść. Jeśli chcesz rano biegać, ale tego nie lubisz to może spróbuj jogi. Jeśli chcesz poczytać, ale jesteś zbyt śpiąca, zrób to po prysznicu.

A zatem moja droga przed śniadaniem zrób sobie śniadanie i odnieś swój mały sukces. Taki jaki sobie wybierzesz. Jak już dostaniesz zastrzyk dobrej energii działaj i pracuj by weszło Ci to w krew. No i przeczytaj tę książkę: jest krótka, treściwa i skłania do wartościowej refleksji.

INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CI SIĘ SPODOBAĆ

6 sposobów na darmowe zajęcia sportowe

Jak wygospodarować sobie czas na dzień leniuszka

Jak być lepszą wersją siebie – wiosenne zmiany

Zakupy, oszczędzanie, organizacja i kultura

Sposoby na relaks – co możesz zrobić dla siebie w ciągu dnia

W tym wpisie wykorzystałam kilka zdjęć z serwisu PIXABAY.

Zobacz także

  • Magdalena Bar

    Bardzo motywujące wpis. Właśnie kładę się spać ale po przeczytaniu powyższych słów planuje co zrobię rano.

    • Wow, ale się cieszę! Mam dzisiaj tyle pracy, że już mi motywacja siadała, a Ty mnie podniosłaś na duchu tym komentarzem, super! I dzięki <3

  • Jezu chroniczne niedobory cukru “na szczęście” mi nie grożą ;))) Ile ja pochłonęłam w tym tygodniu ciast i czekoladek typu jajeczka i króliczki to jest poza każdą skalą… 😉

  • Ach to zasiedzenie się :)) Też jestem tego winna – nie raz i nie dwa :)) A to jest zabawny efekt z tym wstawaniem.
    Ostatnio musieliśmy wstać z małym na badania i nakarmić go o konkretnej godzinie, bo inaczej badanie byłoby nieważne. Przez chroniczne niewyspanie w ogóle nie ma mowy, żebym miała problemy z zasypianiem albo budziła się w nocy. A wtedy obudziłam się sama mimo budzika 30 minut wcześniej i za nic nie mogłam już usnąć ;))

    Organizm nam płata takie figle jak się czymś przejmujemy. Zawsze też mam tak jak muszę zdążyć na samolot w np. na 4:00 – budzę się bezbłędnie bez budzika i nawet nie jestem zaspana.

    W każdym razie piąteczka 🙂 i super extra z nas ranne ptaszki 😀

  • Od 2 tygodni mam lenia, tzn. wstaję o 7, wyprowadzam Psę, ogarniam trzodę, potem siebie a potem… no właśnie 😉 robię tylko to, co konieczne, a bzdury wykreślam z listy. Nie przeszkadza mi to, bo wiem, że ten stan potrwa chwilę i potem znowu wrócę do roboty 😀 Poza tym, jak wracam z tej zimy do domu rano, to mi się chce tylko pod kocyk wrócić 😉 i gorącej herbaty.

    • Wcale mnie to nie dziwi :)) Ja też mam takie dni i to się zawsze w końcu kończy. A poza tym wcale tak mało nie robisz z rana. Spójrz na to ile rzeczy zostało robionych, siądź z kubkiem kawy albo herbaty i ciesz się chwilą – pod kocykiem jeśli ta zima się utrzyma ;)))

  • Basia ja właśnie pracuję nad nawykiem wcześniejszego wstawanie. Wstaję teraz o 6.20, a od 7 zaczynam pracę. Do 10 mam za sobą już tyle i czuję taką satysfakcję, że…pracuję dalej <3 Oczywiście są dni gdy zwyczajnie nie mogę powstać ale to jest zazwyczaj związane z zarwaniem nocy ale to już osoby temat 🙂 Tak czy inaczej całe życie sądziłam, że jestem sową, a tutaj taka niespodzianka i taka efektywność o poranku.

    • No właśnie Magda, bo to chyba nie do końca jest tak, że ten podział istnieje. Ja też myślałam, że jestem sową i że będę bardzo cierpieć. Na studiach najlepiej uczyło mi się po nocach, całą pracę magisterską tak napisałam. Pijąc hektolitry kawy i yerba mate. A tymczasem funkcjonuję bardzo spoko. Mam siłę do działania i właśnie o poranku robię codziennie najwięcej. Ale 6:20 to szacun 🙂 O której dawniej wstawałaś i jak doszłaś do takiej godziny?

  • Nie czytałam tej ksiazki, ale z tym wcześniejszym wstawaniem masz racje 🙂 czasem pół godziny wystarczy, żeby tyle zrobic! Ja też jestem efektywniejsza rano 🙂

    • Dokładnie! To nie musi być dużo wcześniej. Wystarczy chwila, nawet 15 minut i już jest jakaś zmiana. Ja ostatnio rano robię sobie prasówkę i działam na instagramie. I codziennie czuje, że już coś mogę odhaczyć 😉

  • Co jakiś czas przechodzi mi przez myśl wcześniejsze wstawanie, aby zrobić i zjeść śniadanie, pójść pobiegać lub na spacer albo usiąść do nauki/”pracy”. Jednak wstawanie na co dzień po 6 jest dla mnie trudne i rzadko długo udaje mi się wstawać odpowiednio wcześniej 🙂

    • A o której musisz wstać najpóźniej, żeby się komfortowo zebrać do wyjścia?

      • Żeby się w ogóle nie spieszyć to o 6, ale wstaję najczęściej 6.15-6.25 i spieszę się tylko trochę 😉

        • Myślę, że powinnaś spróbować skracać wieczór jak najbardziej. Ja dawniej kładłam się o 1 w nocy. Teraz kiedy wstaję o 7, o 23:00 (najpóźniej) jestem w łóżku i czytam. Zależy jak szybko się zbiorę, ale tego czytania wychodzi zazwyczaj jakieś 15 minut i usypiam. Przekonałam się już nie raz, że wysypiamy się naprawdę jest kluczem do sukcesu. Jak mamy ubytki w śnie to nie pracujemy wydolnie i wszystko robimy dużo dłużej. Po prostu szkoda czasu na brak snu 😉

          • Tylko że właśnie raczej stosuję taki system 🙂 Dlatego wcześniejsze wstawanie jak mi wychodzi, to tylko przez krótki okres czasu 🙂