Moda na styl życia – czy ja naprawdę muszę być jakaś?

Nie wiem na ile to fenomen naszych czasów, ale mam wrażenie i coś czuję, że się nie mylę, że mamy ostatnio modę na styl życia. Trzeba być kimś. Wybór jest w sumie nie mały, a i możliwości bycia skrytykowanym cała masa. Jest jakaś taka presja, że w zależności od tego w jakim towarzystwie się znajdziesz grozi ci ocena, wiwisekcja twoich poglądów i tłumaczenie: dlaczego, po co i skąd masz takie przekonanie?

Jestem czy robię?

Zastanawiam się ostatnio poważnie czy to jest koniecznie, żeby wyznawać jakąś konkretną filozofię. Czy jeśli zabiorę się za zmniejszenie ilości rzeczy w domu aspiruję do bycia minimalistką? Czy jeśli noszę dziecko w chuście to muszę kierować się zasadami rodzicielstwa bliskości? A jak wodę nalewam do bidonu i używam metalowych rurek to już początek zero waste? I czy jak ktoś zobaczy, że używam plastikowej siatki zostanę na wieki potępiona?

Wygląda na to, że znacznie łatwiej jest nie robić niczego w kierunku zmian. Często niestety całkiem niezłych zmian. Skazujemy się od razu na znacznie baczniejsze oko krytyków. Czy warto w takim razie cokolwiek deklarować i przyznawać się głośno do popierania któregoś z modnych dzisiaj nurtów?

Internetowy jazgot

Obserwuję w miarę regularnie kilka znanych polskich blogerek i coraz częściej słyszę lub czytam jak zostają atakowane, bo zdecydowały się opowiedzieć po jakiejś stronie. Jeśli popierają ruch zero waste to nie ma dla nich litości. Gdziekolwiek czujne oko hejtera ujrzy kawałek plastiku tam wylewa się od razu wiadro pomyj. Krytykuje się za wszystko. Za fotelik dla dziecka, który według kogoś jest niezdrowy dla kręgosłupa. Za cukier w przekąsce dla dziecka, bo przecież wiadomo, że on zabija.

I tak myślę sobie często, że internet mimo wielu swoich zalet dał nam też niepotrzebne poczucie winy i presję do bycia jakimś. To znów przenosi się tak naprawdę na życie. Bo coraz częściej gdy poznaję nowe osoby to najważniejszą dyskusją jaka zaczyna się między nami toczyć jest to jak długo karmiłam piersią, czy mieszkanie urządziliśmy minimalistycznie albo czy szczepimy nasze dziecko. Gorsza sprawa jest taka, że mimo mojej irytacji tym ciągłym metkowaniem sama weszłam w ten świat na tyle, że zaczynam już w ten sposób myśleć.

Mamo tęsknie za twoją młodością 

Gdy nasi rodzice wchodzili w dorosłe życie nikt się nad tym wszystkim nie zastanawiał. Z góry większość była zero waste, bo plastiku tyle nie było, na zakupy braliśmy kosz wiklinowy, a w piekarni chleb pakowali w papier a nie te straszne foliowe woreczki. Fotelików dla dzieci nie było, szczepienia nie były potępione, a w mieszkaniach ludzie mieli to co było, a nie co pieczołowicie wybrali studiując Pinteresta.

Mimo wielu ograniczeń życie było chyba łatwiejsze i bardziej oczywiste. Nie trzeba było szukać siebie, definiować swoich preferencji i narażać się za najbardziej przyziemne poglądy. Wtedy ważne było to co jest ważne, a nie to czy moja garderoba jest kapsułkowa i czy dziecku rozszerzam dietę metodą BLW.

I choć wiele z tych teorii czy zwykłych życiowych wyborów sama uważam za słuszne, to męczy mnie ta ciągła potrzeba oceny.

Czy da się dzisiaj po prostu „być”?

Definiowanie stylu życia to nie tylko domena nas młodych. Często spotykam się też ze zdaniem osób starszych, które śmieją się, że ktoś biega albo chodzi na jogę, bo taka jest moda. Być może tak jest, ale w końcu nie każda moda musi być przecież zła. To, że ludzie podobnie urządzają mieszkania, zmieniają dietę, dbają o jakość produktów jakie kupują to nic złego, niezależnie od tego co nimi kieruje.

Mam wrażenie, że te dzisiejsze mody mają jednak jeden wspólny cel – bardziej świadome życie. W końcu coraz lepiej staramy się poznać nasze potrzeby i prawdziwe preferencje. Chcemy żyć zdrowiej, bardziej efektywnie i budować relacje z naszymi dziećmi, które zaprocentują wychowaniem zdrowo pewnych siebie i mądrych ludzi. Droga do osiągnięcia tych celów być może czasem wydaje się śmieszna, ale przecież mamy dobre intencje i to powinno być najważniejsze. Nie to czy dany styl życia prowadzimy „w pełni” i to że kierujemy się każdą jego zasadą. Najważniejsze jest to, że z tych mód wyciągamy to co dla nas istotne i  to co nas najbardziej przekonuje.

Nie moda, a wybór

Jeśli coś wam się podoba i do was przemawia, ale boicie się oceny innych to po prostu przestańcie. Ja sama noszę dziecko w chuście, ale czasem puszczają mi nerwy i odkąd skończyło rok nie śpimy z nim w łóżku. Ba nawet śpi już w swoim pokoju i nie sądzę, by uważał to za brak bliskości z naszej strony. Wyrzuciłam i pozbyłam się masy niepotrzebnych rzeczy, ale wciąż marzą mi się przedmioty, które prawdopodobnie wcale nie są mi do życia niezbędne. Jem znacznie mniej mięsa i boję się bać, że ktoś nazwie to niedługo fleksitarianizmem.

Staram się zmniejszać ilość używanego plastiku, ale jeśli zapomnę na zakupy wziąć bawełnianej torby to proszę niech mnie nikt kamieniami nie obrzuca, bo ja się po prostu staram, a nie deklaruję i przysięgam bezwzględną perfekcję w tym w co zaczynam wierzyć. A prawie każdy kto skutecznie zmienił jakiś nawyk, albo uczy jak to zrobić powie, że najlepsza jest metoda małych kroków. A wpadki mają prawo się zdarzać.

Masz podobne odczucia? A może zupełnie nie zauważyłaś tego metkowania, o którym piszę? Daj proszę znać w komentarzu. Jestem ciekawa waszego zdania na ten temat.

Na koniec jak zawsze kilka innych moich wpisów, które mogą ci się spodobać:

 

 

Zobacz także