Nie da się, po prostu się nie da – o byciu mamą, panią domu i pracy

Trzy ciąże pod rząd, remont, przeprowadzka, dziecko w domu, praca zdalna i po prostu życie. Wydaje się, że to zadanie dla cyborgów i nie da się tego wszystkiego zmieścić w czasie. A co jeśli jeszcze dziecko od dwóch lat gdy to wszystko się dzieje, przespało w całości 10 nocy?

Czasem dostaję od Was przemiłe wiadomości o tym, że podziwiacie ile udaje mi się robić mimo tego co nas spotkało z naszym pierwszym synkiem (to nasza historia). Piszecie, że to niesamowite ile potrafię robić na raz i jak wszystko organizuję. Na pewno z dumą mogę dziś przyznać, że radzę sobie lepiej niż się po sobie spodziewałam. Jednak nie jest aż tak dobrze…

Nie chciałabym żalić się i płakać na ekranie, bo to nie ma sensu dla nikogo. Ale też nie chcę nie przyznawać się do tego, że SIĘ NIE DA. Bo nie da się połączyć wszystkiego.

Dlatego Sprytna Pani Domu, a nie Chodzący Ideał

Ja te wszystkie rzeczy robię, ale to nie znaczy, że w ciągu tych trzech lat nie było całego mnóstwa awantur, bezsilności i po prostu płaczu z przemęczenia. W naszym domu nikt nie jest perfekcyjny. Ani ja, ani skrzat, ani nawet Sprytny, który o ten ideał z naszej trójki ociera się najbardziej. I nie, to nie ironia, a tylko czułe przymrużenie oka 😉

Wiele miesięcy dochodziłam też do tego, by jako tako te wszystkie obowiązki łączyć i móc z taką intensywnością pojawiać się na blogu. Jest cała masa rzeczy, które wiem, że powinnam zrobić, ale nie mam na nie czasu i siły.

Nie cierpię tej kobiecej presji

Nie cierpię gdy kobiety same na sobie wywierają presję bycia idealną. Chcą mieć posprzątane, ugotowane, dzieci w pięknych ubrankach codziennie o pełnym wartościowym menu i czasie zorganizowanym kreatywnie i mądrze. Do tego dołóżmy własny, prężnie działający biznes i niech jeszcze najlepiej ogarnia to wszystko sama.

Być może gdzieś są takie osoby, ale szczerze w to nie wierzę. Bo gdy wszystko jest takie idealne to jest pani do sprzątania, jedzenie zamawiane do domu i babcie/ciocie/nianie, które pomagają przy dzieciach.

Mężczyźni sami na siebie takiej presji nie nakładają, dlaczego więc my same to sobie robimy? Nasz czas tak samo ma 24h na dobę, a nasze ciała muszą fizjologicznie w całym życiu znieść znacznie więcej cierpienia.

Rachunek zysków i strat czy rachunek sumienia

Długo się zastanawiałam czy moje chwile słabości i złości to coś tylko mojego. Dziś czuję, że każdy kto porywa się na pogodzenie kilku ról życiowych na raz musi cierpieć na to samo. Nie wątpię, że są osoby bardziej pracowite, lepiej zorganizowane czy bardziej efektywne. Doszłam jednak do takiego miejsca, w którym już PRAWIE akceptuję moje tempo działania i to, że czasem nie mam siły.

Chciałabym, żeby Smart Nest było miejscem, które kojarzy Wam się z ogarnianiem rzeczywistości, a nie panowaniem nad nią z wielkiego tronu królowej życia.

Miałam też wiele obaw przed tym, by na blogu pokazywać więcej siebie. Zwyczajnie bałam się, że nie jestem wystarczająco… no właśnie jakim trzeba być, by z sukcesem prowadzić coś tak osobistego, a przy tym móc na blogu z czystym sumieniem zarabiać?

Te pytania pozostają dla mnie nadal bez jasnej odpowiedzi. To co wiem na pewno to to, że moja społeczność, którą pomału udaje mi się zgromadzić wokół bloga to prawdziwie dobre, empatyczne i otwarte kobiety. Takie, które same na co dzień zmagają się z natłokiem zajęć i przy tym nie chcą rezygnować z siebie.

To jak jest naprawdę?

Straty na pewno mam na zdrowiu. NIE DA SIĘ zasuwać na takich obrotach i nie być przemęczoną, obolałą i niewyspaną. Straty są także na emocjach, które często eskalują niepotrzebnie do poziomu najwyższych szczytów. Mamy też wiele niedociągnięć w domowych obowiązkach. Nie codziennie mamy pyszny, ciepły posiłek. Nie zawsze jest posprzątane i dużo, dużo rzadziej niż zawsze mamy czas dla siebie.

Nawet nasze nowe mieszkanie nie jest jeszcze wykończone, bo zwyczajnie straciliśmy do tego siłę i serce. Cieszymy się tym co jest, ale na myśl o kolejnych przetasowaniach, wymianie stołu, krzeseł i kanapy robi nam się słabo. I przyznam Wam, że bardzo mi to przeszkadza. Ale dziś priorytetem musi być i jest dla nas BRZUSZEK, który już tak niedługo stanie się naszym drugim największym szczęściem. A na wyszukiwanie perełek wnętrzarskich i prężny rozwój bloga nadejdzie jeszcze czas i miejmy nadzieję pieniądze 😉

Inne wpisy, które mogą Ci się spodobać:

 

 

Zobacz także