FreshMail.pl

Co chciałabym wiedzieć zanim zaczęłam karmić piersią

Dziś kiedy jestem mamą uważam, że karmienie piersią jest nie tylko magiczne, bo w końcu jeden organizm potrafi wyprodukować pożywienie dla drugiego, ale jest też największą tajemnicą. Nie żyjemy już jak natura każe w stadzie i ta tajemnica nie jest tak łatwa do odkrycia. Karmienie dla wielu kobiet jest walką i naprawdę wielkim wyzwaniem. Chciałabym na początku wiedzieć to co wiem karmiąc już drugie dziecko i zastanawiam czy za trzecim razem naprawdę wiedziałabym już wszystko.

Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nie, bo każde dziecko jest inne i przez to każda droga mleczna jest inna. Łatwiejsza czy trudniejsza może być tak ogarnięta by i dziecko i mama byli szczęśliwi. Mam nadzieję, że ten wpis choć jednej dziewczynie ułatwi te trudne początki…co chciałabym wiedzieć zanim zaczęłam karmić piersią?

Że to nie jest takie hop siup

Myślałam, że karmienie skoro jest całkowicie naturalne to będzie także tak naturalnie proste. W filmach i serialach widziałam wyłącznie szczęśliwe kobiety, które przystawiają dziecko do piersi a ono spokojnie ssie. Tylko w komediach widziałam sceny kiedy dziecko nie chce ssać. Wydawało mi się, że to są jakieś sytuacje odosobnione. Okazało się, że karmienie piersią ma całą paletę różnych problemów od bólu po szarpiące się dziecko, o których wolałabym wiedzieć i się psychicznie do nich przygotować.

Że zależy przede wszystkim od dziecka

Tego dowiedziałam się niedawno od mojej wspaniałej doradczyni laktacyjnej. Powiedziała mi, że czasami jest tak, że matka naprawdę wszystko robi dobrze, a dziecko albo nie chce albo nie może. W żadnym wypadku nie można mieć wyrzutów sumienia i siebie obwiniać jeśli to karmienie piersią się nie powiedzie. Są też heroiczne dla mnie matki KPI, którym tak zależy na karmieniu naturalnym, że dzielnie odciągają pokarm nawet ponad rok i karmią nim dzieci butelką. Dróg jest zatem wiele, a którą pójdziemy niekoniecznie będzie zależało od nas mam.

Że w szpitalu nie koniecznie mi pomogą

Wydawało mi się, że jeśli już będzie jakiś kłopot to na pewno lekarze i położne pomogą mi go rozwiązać już w szpitalu. Okazało się, że nikt specjalnie nie przykładał wagi do moich trudności, a jedyną radą było „dokarmić” i kilka przykrych uwag, których nawet nie chciałabym już wspominać. O ile przy drugim dziecku dokarmienie musiało mieć miejsce, bo ja byłam praktycznie nieprzytomna po ciężkim porodzie. Później okazało się, że te problemy z karmieniem ma głównie mini skrzat nie ja, ale na szczęście po doświadczeniach z pierwszym skrzatem znalazłam odpowiednie osoby, które ocaliły moją laktację i pomogły nam zacząć jeść.

Że nie potrzebuję mieć butelek i smoczków

To taka zupełnie trywialna rzecz, ale jakoś tak mi się wydawało, że skoro jest DZIECKO to te wszystkie rzeczy są potrzebne. W swoim otoczeniu nie miałam żadnej bardzo bliskiej mi kobiety, która by się ze mną dzieliła doświadczeniami i ja po prostu kupiłam jakiś zestaw, który do niczego mi się później nie przydał. Wystarczy mieć jedną awaryjną butelkę, smoczek można zacząć używać dopiero po kilku tygodniach więc to wszystko można kupić później. Jeśli w ogóle będzie taka potrzeba.

Że to tak boli

Nie miałam nawet pojęcia, że karmienie może być aż tak bolesne. Historie o krwawieniu słyszałam, ale faktycznie uznałam je za absolutną patologię laktacyjną. Okazało się, że boli to bardzo i że pęknięcia się na początku zdarzają. Dopiero przy drugim skrzacie wiedziałam już jak prawidłowo przystawić dziecko i ulżyć sobie w bólu, bo ze starszym tę wiedzę zaczerpnęłam z internetu stanowczo za późno. W szkole rodzenia dowiedziałam się o istnieniu nakładek do karmienia, maściach i muszlach, ale nikt nie opowiedział nam dokładnie dlaczego te wszystkie rzeczy będą nam potrzebne.

Że doradca laktacyjny jest potrzebny

O tym, że istnieją takie osoby powiedziano mi dość wcześnie i w szpitalu, w którym rodziłam była taka pani. Niestety jedyną jej pomocą było jedno zdanie i opuszczenie sali. Nawet nie spojrzała jak karmię i po prostu wyszła. Później przeczytałam, że doradcę można zamówić nawet do domu tuż po porodzie, że można się udać do poradni przy szpitalu i z tej fachowej, prawdziwej pomocy skorzystałam dopiero przy mini skrzacie.

Że mogę jeść wszystko

To dawne przekonanie, że istnieje dieta karmiącej jest tak niesamowicie mocno zakorzenione w społeczeństwie, że z niektórych nie da się tego wyplenić. Można pokazywać artykuły naukowe, tłumaczyć i przekonywać i nic. A tymczasem w moim odczuciu właśnie to jedzenie wszystkiego daje lepsze samopoczucie i pozwala na utrzymanie laktacji w dużo lepszej formie. Mam nadzieję, że dzięki akcjom takim jak #karmiejemwszystko więcej kobiet się o tym dowie i nie będzie się niepotrzebnie katować.

Że trzeba karmić non-stop         

Na początku dziecko wisi u piersi cały czas i to jest całkowicie normalne. Po prostu musi sobie tę laktację rozkręcić i taki jest jego instynkt. Podawanie smoczka albo o zgrozo „wody z glukozą” albo dokarmienie mlekiem modyfikowanym zaburza tę laktację. Bo mleka jest tyle ile ssie dziecko. Gdybym to wiedziała, nie denerwowałabym się, że moje dziecko chce do piersi częściej niż raz na 2-3h i je dłużej niż 20 minut – jak było napisane na ulotce szpitalnej, która leżała przy moim łóżku…

karmienie piersią

Że laktator to nie kurek

Z jakiegoś powodu, nie wiem dlaczego wydawało mi się, że odciąganie pokarmu jest banalne. I o ile technicznie nie jest trudne to nie jest tak, że podłączamy go do piersi a tam leci rzeka mleka. Nie wiedziałam też, że żeby nazbierać go więcej muszę odciągać nawet kilka razy na jedno wyjście.

Że to tak emocjonalne

Nie sądziłam, że karmienie zrobi mi takie spustoszenie w głowie. Myślałam, że jeśli będzie jakiś kłopot to podam mleko modyfikowane i już. Kiedy te problemy się pojawiły walczyłam jak lwcia, a moje uczucia wobec karmienia i dziecka były jak roller coaster.

Że karmienie ma wpływ na moje zdrowie i samopoczucie

Nie miałam pojęcia jaka to jest burza hormonalna i że karmienie może mieć wpływ nawet na wzrok. W moim przypadku hormony spowodowały, że karmienie z pierwszym skrzatem musiałam zakończyć nieco wcześniej. Dziś już wiem, że jeśli moje samopoczucie się drastycznie pogorszy i będzie się ten stan dłużej utrzymywał powinnam jak najszybciej zrobić badania i dać sobie pomóc.

Że na początku pokarmu jest tak mało

Będąc niedoświadczoną mamą myślałam, że tak jak mleko z laktatora leci jak z procy tak od początku jest go dużo. Niestety w tym przekonaniu próbowała mnie także upewnić jedna położna. Podniesionym głosem w pierwszej dobie po porodzie miała do mnie pretensje, że ja nie mam mleka a dziecko traci na wadze. Dopiero później dowiedziałam się, że na początku jest zaledwie kilka kropel a utrata wagi, którą miał mój skrzat była jeszcze w fizjologicznej normie.

Że stanik w nocy nie jest konieczny

Niektórzy się przy tym upierają, ale mi to rozwiązanie uprzykrzało życie. Szybko też z niego zrezygnowałam, a przy drugim skrzacie nawet nie zaczęłam. Są też teorie mówiące o tym, że biustonosz w ogóle nie jest konieczny, bo na początku biust puszczony wolno „lepiej napływa mlekiem”. Nie wiem czy tak jest, ja mam duże piersi i stanika potrzebuje, ale wyłącznie w dzień. W nocy moje ciało musi od tego odpocząć.

Że ilość mleka jaką produkuję zależy od hormonów

Tak się mówi, że mleko jest w głowie i być może po części tak jest. ALE! Mleko przede wszystkim bierze się z hormonów. Nie jestem lekarzem ani położną i moja wiedza bierze się z artykułów i tego co powiedziała mi moja doradczyni. A powiedziała, że mniej mleka ściągam laktatorem niż je dziecko, bo aby pierś aktywnie produkowała mleko musi być wyrzut oksytocyny. A jest on wtedy kiedy jestem zadowolona. Jak dziecko je to jestem szczęśliwa, a jak szarpie mnie laktator jestem wprost mówiąc mocno zniecierpliwiona. Taka prawda. Drugi fakt to to, że nie wolno pić przy karmieniu szałwii, bo obniża prolaktynę, która jest potrzebna do produkcji mleka. Połączyłam te fakty i zrozumiałam, że owszem dobry nastrój jest pomocny, ale to nie wszystko. Spokojnej mamie łatwiej jest przystawić dziecko do piersi i skupić się na nim w pełni. Generalnie przy niemowlaku spokój to jedyne co może nas uratować.

Są jednak także mamy karmiące, które mają depresję, są nerwowe, zapracowane a i tak mają mleko i karmią bardzo długo. Nie wywierajmy więc na sobie takiej presji i podejdźmy do wszystkiego z dystansem. A jeśli czujesz, że jesteś spokojna, a mleka jest za mało, bo dziecko nie przybiera ( a nie jak mówią babcie, ciocie i inne życzliwe, że za często je albo za krótko śpi) to idź koniecznie do mądrego pediatry lub doradczyni, która zdiagnozuje co naprawdę się dzieje.

Że przy karmieniu można tak samo chudnąć jak i tyć

Należę do dziwnej grupy kobiet, które w ciąży wręcz chudną, a przy karmieniu tyją. Jest to o tyle smutne, że zazwyczaj jest odwrotnie i gdy wychodziłam ze szpitala liczyłam, że to moje 7 kg w górze spadnie dosłownie w moment. Tydzień po powrocie ze szpitala ważyłam jednak zaledwie o dwa mniej, mimo że obaj moi chłopcy sami w sobie ważyli ok. 3kg. Co ciekawe na tym się nie kończyło. O ile przy pierwszym karmieniu myślałam, że mogę jeść ile pary w apetycie o tyle za drugim razem się pilnowałam, a efekt pozostał ten sam. Niestety schudnę do normalnej wagi pewnie dopiero wtedy kiedy skończę karmić albo wcześniej zakatuję się ćwiczeniami i dietą. W to jednak doświadczenie każe mi mocno wątpić.

A Ty czego chciałabyś się dowiedzieć zanim zaczęłaś karmić? A jeśli jeszcze nie zaczęłaś to co z mojej listy najbardziej Cię zaskoczyło?

Te śliczne zdjęcia zrobiła nam Magdalena Mizera, której bardzo bardzo dziękuję :*

Zobacz także

SMARTNY NEWSLETTER

Zapisz się na mój newsletter, aby otrzymać małą niespodziankę i być na bieżąco ze wszystkim co dzieje się na Smart Nest.

Jeśli jesteś tu pierwszy raz, zobacz dlaczego warto - Zacznij Tutaj!

Zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych i otrzymywanie newslettera zgodnie z polityką prywatności).

FreshMail.pl